Tytuł: Little Helper
Pairing: HunHan
Gatunek: AU, Fluff
Ostrzeżenie: Opowiadanie o tematyce homoseksualnej.
Krytyczna dawka słodyczy, lukru i tęczy. Autorka nie odpowiada za cukrzycę, wymioty tęczą etc.
>>>>><<<<<
Zastanawiałeś się kiedyś, skąd człowiek wie, że ‘’to właśnie ta osoba’’? Według mitologii greckiej, na przykład, każdy otrzymywał płomyk, jednak nie starczyło ich dla każdego i zostały podzielone na pół. Płomyki odnajdywały swoją drugą połowę i wtedy człowiek już wiedział.
Prawda jest taka, że po urodzeniu każdy z nas otrzymuje małego opiekuna, którego zadaniem jest znalezienie kogoś dla nas idealnego. Pomagają ludziom żyć tak, aby któregoś dnia mogły spotkać dobraną osobę. Na poszukiwania udają się, kiedy dziecko skończy pierwszy rok życia. Niestety wiele z nich zapomina o swoich małych pomocnikach i dokonuje własnych, często złych wyborów. Ci, którzy pamiętają dzień, w którym te stworzonka ich opuszczają, potrafią czekać całe życie, aż te wrócą.
Taką właśnie osobą była chłopczyk zwany Luhan. W życiu kierował się przede wszystkim zaufaniem do swojego małego stworzonka. Gdy był jeszcze trzyletnim dzieciątkiem obiecał sobie, że będzie czekać.
*~*
Daleko, daleko przez ruchliwe ulice jednego z koreańskich miast przeprawiał się malutki, różowiutki puszek. Nikt nie zwracał na niego uwagi, gdyż był on nie większy od piąstki niemowlaka. Skakał pomiędzy przechodniami, próbując uchronić się od zdeptania. Pomimo tego, że było to stworzenie niepozorne, dla swojego chłopca było wstanie zrobić wszystko. Dlatego, nawet jeśli miałoby przebyć tysiące kilometrów, nie poddawało się.
Kiedy znalazło się w centrum tego wielkiego miasto, miało coraz większy problem z nieuwagą ludzi, a fakt, że było ich jeszcze więcej niż w innych częściach miasta, nie pomagał. O mało co, nie zostałoby przygniecione przez człowieka z wielką, czarną teczką, jednak ktoś wziął je na ręce i uratował.
Był to dość wysoki, młody chłopak, który miał może z dziewiętnaście lat. Mylna był jednak wyraz jego twarzy, który wykazywał brak zainteresowania światem, dlatego przyglądało jej się przez kilka minut. Niemniej chłopak także była zdziwiony. On zapomniała o swoim pomocniku bardzo szybko, dlatego spotkanie z puszkiem było nie małym zaskoczeniem. Złapał dwoma palcami za jego futerko i uniosł go na wysokość swoim oczu. Uśmiechnął się lekko do siebie i ruszył, razem ze stworzonkiem, w kierunku swojego domu.
Gdy wszedł do mieszkania, przeszedł szybko do swojego pokoju, rzucając domownikom tylko krótkie ‘dzień dobry’. Postawił puszek na biurku i znów spojrzał nań, przechylając lekko głowę.
- Czym ty w ogóle jesteś, co? – zapytał, choć wiedział, że na odpowiedź nie ma co oczekiwać.
Stworzonko wpatrywało się w niego swoimi wielkimi oczkami i tylko mrugało co jakiś czas. Chłopak westchnął i usiadł na krześle, nie spuszczając wzroku z towarzysza.
- Jestem Sehun – poinformowała, jakby to miało go ośmielić. – Umm…Zastanawiam się, czy ty jesteś jakimś zwierzątkiem domowym, albo czymś takim? Jesz coś w ogóle?
W tej chwili w oczkach puszka zawitały iskierki i sugestywnie podskoczył on do czekolady leżącej na niedaleko. Wydał z siebie kilka cichutkich pisków, a Sehun odłamał kawałek i podał mu na opuszku palca. Ten natomiast wystawił malutki języczek, którym zebrał odłamek, po czym podskoczył radośnie. Chłopak parsknął na to śmiechem i pogłaskał go futerku, za co otrzymał dziękujące mrukanie.
Całą resztę dnia poświęcił na zajmowanie się małym znaleziskiem i poznawaniem go. W jego głowie zrodził się pomysł, aby je zatrzymać i opiekować się, gdyż zdążył się już przyzwyczaić do jego obecności.
Następnego dnia obudził się z uśmiechem na twarzy, chcąc kolejny dzień poświęcić małemu puszkowi. Niestety nie czekał on na szafce przy łóżku, ani nawet na biurku, gdzie Sehun zrobił mu wcześniej ,z kilku skrawków materiału, łóżeczko. Bał się o tego malucha, więc szukał po kilka razy w całym domu, jednak jego starania nie przyniosły żadnego rezultatu. Postanowił jednak nie przejmować się tym i żyć tak, jakby puszka nigdy nie znalazła. Bo co takie stworzonko mogło zmienić w jego życiu?
Niedługo po opuszczeniu domu Sehuna, puszek znów skakał pomiędzy ludźmi, za cel mając dostać się do swojej dziewczynki. Dzielnie pokonywał kolejne centymetry, nie patrząc na to, że jego szanse są tak niewielkie.
Myli się jednak ten, który w naszego małego bohatera nie wierzy, bo kilka miesięcy później stanął on przed oknem Lulu. Wskoczył szybko na parapet i dostał się do środka, dzięki niedomkniętemu oknu. W takich chwilach cieszył się, że jego podopieczny jest tak zapominalski. W innym przypadku musiałby czekać, aż ktoś łaskawie zechce wyjść z domu, a wierzcie lub nie, dla tak małego żyjątka czas leciał bardzo, bardzo wolno.
Puszek rozejrzał się po pokoju, który przez te lata tak bardzo się zmienił. Tuziny pluszaków zastąpiły książki, komiksy i płyty. Żółciutkie ściany zostały przemalowane na lekki odcień błękitu. Zamiast kojca, w którym po raz ostatni widział Luhana, stało dumnie jednoosobowe łóżko z pościelą z chińskim motywem, na które wskoczył.
Uparcie wpatrywał się w drzwi, czekając aż znów będzie mógł go zobaczyć. Przecież i człowiek by się stęsknił nie widząc kogoś dwadzieścia dwa lata. Zaczęły go jednak dręczyć obawy. Co jeśli Lulu złamał obietnicę i nie pamięta już o puszku?
Nagle klamka się poruszyła, a zza drzwi wyszła niewysoki chłopak o lekko falowanych, blond włosach. Był inna niż myślał. Nie sądził, że się aż tak zmieni pomimo czasu. Takie stworzonka niewiele mogły wiedzieć.
Po pokoju rozniósł się huk upuszczanej torby, a po chwili i kroków skierowanych w stronę łóżka. Chłopak złapał w ręce swojego przyjaciela i przytulił do serca, by znów mógł poczuć znane i potrzebne mu ciepło. Z jego oczek zaczęły spływać malutkie łzy, które on szybko wytarła.
- Nie płacz – szepnął.
Jednak stworzonka te były odzwierciedleniem swoich właścicieli, a Luhan należał do tej grupy ludzi, których łatwo wzruszyć, dlatego też te słowa wywołały tylko więcej łez.
- Oj mały, mały – zaśmiał się cicho. – Wracasz, bo udało ci się? – zapytał z nadzieją w głosie. Tak bardzo chciał uzyskać potwierdzającą to odpowiedź.
Stworzonko pisnęło kilka razy i zeskoczyło na podłogę, kierując się do komputera. Z całej siły naskoczyło na największy przycisk i czekało aż Luhan podejdzie. Wtedy wszedł na biurko i nakierowywał jego rękę, aby robił to, co on jej podpowiadał. Tak więc chłopak włączył dokument, a puszek zaczął skakać po klawiaturze.
Lećmy do Korei ~
Luhan zmarszczył brwi, kiedy odczytał napis. Patrząc na to racjonalnie, było to szaleństwo, jednak nie po to czekał tak długo, by teraz stwierdzić, że zmarnował tylko czas. Wiedział, że to małe, puchate stworzonko chce dla niego jak najlepiej i dlatego też już następnego dnia stanął przed wejściem na lotnisko z bagażem i puszkiem na ramieniu.
*~*
Od kilku dni Luhan wraz z puszkiem był w stolicy. Chłopak zaczynał powoli wątpić, czy aby na pewno był to dobry pomysł, ale coś w środku zakazywało mu się poddać. Miał jednak czasami chęć spakowania się i powrotu do domu. Zaufał, więc cały czas miał nadzieję.
Kolejnego dnia spacerował po parku z zawiedzioną miną, po mimo zapewnień stworzonka, że to na pewno w tym mieście. Chłopak westchnął i spojrzał smutno na małe jeziorko, gdzie pływało kilka łabędzi, w tym także malutkie pisklaki. Zaczął się zastanawiać, czy będzie kiedyś mógł być szczęśliwy, jak te ptaki. Nie przejmując się niczym, prowadziły dumnie swoje maluchy, aby pokazać całemu światu jakie są z nich dumne.
Rozmyślając tak, zupełnie wyłączył się, a jego wzrok nie pokazywał żadnych uczuć, zupełnie jakby był w innym świecie. Na ziemię wrócił dopiero, gdy coś przeszkodziło mu w dalszym spacerze. Wpadł na wyższego od siebie chłopaka, który najwyraźniej także chodził z głową w chmurach.
- Przepraszam, nie chciałem na ciebie wpaść - powiedział swoim łamanym koreańskim, kłaniając się.
Wyprostował się i spojrzał na chłopaka. Miał on jasne, wchodzące w delikatną platynę włosy, bialutką jak śnieg cerę i ciemne, czekoladowe wręcz oczy, które nie wyrażały żadnych uczuć. Blondyn poczuł jak serce zaczyna mu bić z niesamowitą szybkością, jakby chcąc wyrwać się z jego klatki piersiowej.
- Nic się - Koreańczyk skierował na niego wzrok i uśmiechnął się sam do siebie, a w jego oczach pojawiły się małe iskierki. - nie stało.
Stworzonko mrugnęło do niego porozumiewawczo, a następnie polizało Luhana po policzku mówiąc jakby ''powodzenia'' i zniknęło.
- Może chcesz iść na bubble tea? - zapytał wyższy i nawet nie czekając na odpowiedź, złapał Lulu za rękę, by zaraz pociągnąć go w dobrze znanym sobie kierunku. Blondyn nawet nie protestował, a jedynie pozwolił prowadzić się chłopakowi.
Czy więc warto było zaufać małemu, różowemu puszkowi?
>>>>><<<<<
Ha! Wreszcie mój pierwszy post. Długo się zastanawiałam nad dodaniem tego one-shota tutaj, bo, jak twierdziła jedna z mych kochanych przyjaciółek, jest tak uroczy, że się zasłodzić można. Fakt, to chyba najbardziej fluffiasty fluff jaki napisałam w życiu... Ale cóż, kocham je ;w;
Zastanawiałam się też, czy pierwszą notką nie będzie pierwszy rozdział Reckless, jednak stwierdziłam, że musi to być opowiadanie z moim ukochanym OTP, dlatego też uzyskałam to powyżej. Nie wiem, czy jestem z tego zadowolona, ale mam nadzieję, że wam się podobało.
Oczywiście są błędy (których niestety ja nie widzę TT) tak więc, jeśli jakiś zauważycie, nie wahajcie się o tym mówić, bo chciałabym poprawić go jak najszybciej.
No i ten... Nie przedstawiłam się nawet ^^'
Jestem Haixiu Lu, czyli nieśmiały jelonek. Ktoś mnie kiedyś tak nazwał, więc tak zostało.
Piszę od bardzo dawna, ale nie wychodziło mi to nigdy jakoś wybitnie, dlatego proszę o choć trochę wyrozumiałości. Chcę się jednak doskonalić, więc mała pomoc z waszej by się przydała :3
Nie sprecyzuję jakie dokładnie opowiadania będą się tutaj pojawiały, bo będą one naprawdę różne. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że będą one o tematyce K-popowej, nic więcej ^u^
